sobota, 27 marca 2010

"I'm happy" she lied.

Wprowadzam program naprawczy. Tak dłużej być nie może z tym nieokreślonym przygnębieniem. Nie dość, że jestem nazbyt łatwowierna (co czyni ze mnie głupca); nie dość, że zaczynam trzeci raz pisać ten sam rozdział (i idzie mi to jak kurwie w deszcz); nie dość, że mój komp potrzebuje nowego systemu, to jeszcze jutro zmienia się czas, a wiadomo co to oznacza..

W tej machinerii jestem niewątpliwie jakimś uszkodzonym trybem.
Podejmę więc zagadnienie, a raczej zmuszam do refleksji wewnętrznej na temat: ego.
Do czego prowadzi słabość, która musi się wspierać posiadaniem? Od kiedy ważniejsze stało się to co masz, od tego jakim człowiekiem jesteś? Widzę bowiem świat, który nie jest jednością. Przez każdego przemawia to ego. Każdy jest przecież konsumentem. Ale o co chodzi? O nowe buty, czy o to co w głowie, co w sercu?Zasłyszałam niedawno, że nie ma na świecie takiej rzeczy, która może zastąpić czas i uwagę , którą możesz (mogę) poświęcić innym.
A więc, jakim trybem w jakiej machinie jesteś? Pytanie ciągle aktualne.

Bo ja, jako proroczy trybik wadliwy, prorokuję niszowy przebój.


ha! i znalazłam to:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Chcesz coś dodać? Śmiało! Wyraź się umiejętnie i nie zapomnij się podpisać. Miłego dnia.